Posty

Coś, co mnie uwiera. Coś, co mnie boli.

Obraz
Ostatnio wybitnie mam dosyć przebywania w społeczeństwie, zarówno na żywo, jak i online. Nie ukrywam, że do tego zniechęcenia przyczynia się cały szereg ludzkich zachowań, głównie w sieci, od których - mówiąc wprost i bardzo obrazowo - na rzyg się zbiera. Od drobnostek zaczynając, żeby nie walnąć od razu z grubej rury, przytoczyć mogę zatrważającą nieumiejętność czytania ze zrozumieniem. Otóż, prowadzę sobie fanpage adopcyjny, a żeby nie było ogólnego chaosu i było jednolicie, i zarazem ładnie, utworzyłam schemacik, który powinien zostać wypełniony przez szukającego małego przyjaciela człowieka. Szablon ów jest łatwo dostępny, umieszczony w notkach fanpejdża, a ponadto kiedy otwiera się okienko Messengera, pojawia się tam stosowna informacja. Mimo tego, nadal jesteśmy do spółki z resztą szanownej redakcji zasypywani wiadomościami pokroju "Szukam [tu wpisz dowolnego gryzonia w dowolnej ilości]" , bez żadnych detali. Miałam nawet przypadek ekstremalny, kiedy po odesł...

Pęknięte serce, czyli jak umieć pozwolić odejść, kiedy trzeba

Obraz
Wczoraj musiałam pożegnać mojego psiego przyjaciela - Gucia. Jedynego takiego psa. Adoptowaliśmy go 22 marca zeszłego roku. Był cudownym psem, mimo wszystkiego, co przeszedł w życiu. Był niesamowicie ufny i przyjazny wobec nas od samego początku. Łukasz znalazł go na Olx (i przepadł, jak tylko go zobaczył!), okazało się że został wyciągnięty przez Izę z przechowalni, z której psy trafiały do schronisk, a Guciowi groziło schronisko-mordownia, w którym psy zagryzają się w walce o jedzenie. 13 kwietnia już był całkowicie zadomowiony u nas, spał z nami w łóżku, mało mu dupka nie odpadała od merdania ogonem, kiedy wracaliśmy do domu. Prosił o jedzenie, podnosząc przednią łapkę i patrząc w oczy z otwartą mordką. Biegał czasami ze mną przy rowerze, dużo węszył i generalnie uwielbiał zwiedzać. I jeść. 3 lipca niestety sielanka zaczęła się burzyć, bo zaczęliśmy się poważnie zastanawiać, czy wypukłość na prawej tylnej łapce jest zniekształceniem po jakimś złamaniu, czy czymś groźniej...

Święta

Obraz
Dziś Wigilia. Jak co roku, mam ambiwalentne uczucia względem tego dnia. Z jednej strony lubię świąteczny klimacik, ale wcale nie ten, który jest przy stole. Jakoś tak się złożyło, że wolę tę komercyjną otoczkę, mocno zahaczającą momentami o kicz. W końcu w świętach powinno chodzić między innymi o to, żeby czuć się dobrze i komfortowo chociaż w tym czasie, nie? Z drugiej strony, niespecjalnie lubię spędzać ten czas z rodziną. Wiecie, zrób to, zrób tamto, tego nie wypada, tamtego nie wypada, idź na mszę bo święto, nie śpij do południa... Także pozostanę po prostu przy tym, jak święta spędziła moja simka. Bo ostatnio to właśnie Simsami sobie zapycham czas. Wesołych!

Tylko tyle

Obraz
Nienawidzę kompresji.

Prokrastynacja

Obraz
Znowu wpadam w stan, w którym nie wiem, która droga jest odpowiednia i żadna z nich na dodatek mnie nie zachęca. Kryzys pełną gębą, zarówno finansowy, jak i emocjonalny. W ogóle nie mam ochoty na cokolwiek, a jakby tego było mało, dopadł mnie nawrót zespołu cieśni nadgarstka i popsułam sobie kolano. :( W tej chwili siedzę właśnie i nie wiem, co ze sobą zrobić. To nie jest tak, że mi się nie chce, po prostu się boję podjąć ryzyko wyjścia z domu, bo to oznacza użeranie się ze społeczeństwem w pełnej krasie. Wczoraj, przykładowo, wracałam sobie z pracy, po drodze udało mi się kupić duży garnek i jakieś pierdoły, przy czym garnek z tymi pierdołami niosłam osobiście własnymi rękoma, bo po co komu torby. Stojąc z tym garem w tramwaju kleciłam już w głowie wiązanki pod adresem każdego pełnosprawnego mężczyzny, który w owym tramwaju zajmował  miejsce siedzące. Społeczeństwo budzi we mnie taką frustrację, że czasami aż mnie krew zalewa i nie potrafię z tym nic zrobić. Czasami wystarczy...

Światełko w tunelu?

Czwartek. Fajny dzień, zapowiada się równie fajnie. Lubię czwartki, przede wszystkim dlatego, że w czwartki mam terapię. Poza tym, po czwartku jest już piątek, a z piątku na sobotę można mieć spanko. Jadę właśnie na rozmowę, która wyskoczyła mi prawie spontanicznie, bo nie planowałam szukać czegoś w zawodzie akurat teraz. Ale skoro dają, to czemu nie... Jeśli mi się uda, to zdobędę trochę doświadczenia w fotografii produktowej. Tyle nowej wiedzy! Tyle umiejętności, które będę mogła później wykorzystać! Nie mogę się doczekać, serio. Trzymajcie kciuki. Droga daleka, ale może warto.

A gdyby tak...

Nerchel wciąga mnie w świat lalek. Powiem wam, jak to jest - przychodzi do was Nerka i mówi "O, patrz, mam takie modelki, chodź", a potem idziemy do lasu. Idziemy tym lasem, idziemy, idziemy... A tu nagle dziupla w drzewie. A dziupli pilnuje stado lalek ubranych w liście dla kamuflażu. Nerkę już znają, więc wchodzimy do dziupli i jak nagle nie polecimy w dół! Lądowanie jest na szczęście miękkie, a dookoła jest jeszcze więcej lalek. Każda ma swój potencjał, niektóre wymagają lekkiej poprawy tego i owego, ale wszystkie są mnie ciekawe. "A co to za jedna, a co ona ma ze sobą? Co to za lampki, co to za lufa?" Jak się zorientowały, że to aparat fotograficzny, zażądały sesji. Zostałam na tyle wciągnięta, że wcale nie chcę poprzestać na fotografowaniu lalek Nerki. Chcę własne lality! Wygrzebałam nawet z szafy jakąś starą Steffi-wróżkę i pannę z Winx. Planuję repaint obu i reroot tej Steffi, bo ma paskudne włosy. Może kiedyś będą zdjęcia. Najbardziej to bym chciała ...